Od dziewięciu lat prowadzę firmę remontową. W tym czasie nauczyłem się, że większość problemów na budowie nie wynika ze złej roboty, tylko z niedopowiedzeń między mną a klientem. Klient myśli, że wszystko jest jasne, a ja zakładam, że pewne rzeczy są oczywiste. Potem przychodzi odbiór i zaczynają się schody.
Kiedy klient pyta, skąd wziąć wykonawcę, radzę mu, żeby zaczął od strony firmowej. Nawet zwykła wizytówka w sieci potrafi pokazać, czy firma w ogóle opisuje zakres usług. Weźmy choćby https://irleh.com.pl. Nie chodzi mi o rekomendację, tylko o punkt wyjścia. Potem trzeba porozmawiać i dopytać o rzeczy, o których w ofercie zwykle nie przeczytasz.
Co ustalić, zanim wykonawca przyjdzie na miejsce
Najczęstszy błąd? Klient prosi o wycenę i podaje tylko metraż. Nie mówi, które ściany trzeba wyburzyć, czy podłoga wymaga kucia, ani gdzie ma stanąć kuchnia. Potem wykonawca podaje cenę, która okazuje się o połowę wyższa, bo nikt nie wspomniał o wymianie instalacji. Sam kiedyś wyceniłem łazienkę bez oględzin. Trochę na tym zarobiłem, ale klient do dziś pamięta, że cena wzrosła po rozpoczęciu prac.
- Dokładny adres i stan mieszkania. Czy tynki są do skucia, czy tylko do szpachlowania?
- Lista rzeczy, które zostają w mieszkaniu, oraz tych, które trzeba wynieść.
- Termin, w którym mieszkanie ma być gotowe, i czy da się go przesunąć.
Te punkty porządkują rozmowę. Bez nich każda wycena jest loterią. Nawet najlepszy fachowiec nie zgadnie, co siedzi w ścianie.
Pytania, które muszą paść, zanim padnie cena
Nie pytaj najpierw o cenę. Zapytaj, jak firma wycenia dodatkowe prace. Czy za każdą zmianę płaci się osobno? Czy rachunki za materiały są pokazywane na bieżąco? Co się dzieje, gdy roboty przeciągną się o tydzień? To zwykłe pytania. Dojrzały wykonawca zwykle odpowie bez nerwów. Jeśli ktoś zaczyna kręcić lub robi się nieprzyjemny, to też jest odpowiedź.
Pamiętam zlecenie, w którym klient dostał kosztorys na trzy strony. Na końcu była rubryka „robocizna”, ale bez rozbicia na dni i osoby. Gdy zapytałem, skąd taka kwota, usłyszałem, że „tak wyszło”. Moim zdaniem to za mało. Nie musisz znać każdej złotówki, ale powinieneś wiedzieć, za co płacisz.
Zapytaj też o podwykonawców. Czasem firma, z którą rozmawiasz, sama nie wykonuje pracy, tylko szuka ludzi na ostatnią chwilę. Nie ma w tym od razu dramatu, ale warto wiedzieć, kto będzie kładł płytki. Jeśli wykonawca unika odpowiedzi, traktuj to jako ostrzeżenie.
Umowa i odbiór prac, czyli gdzie giną pieniądze
Najwięcej kłopotów widziałem przy odbiorach. Klient przyjmuje robotę, a po tygodniu odkrywa, że drzwi się nie domykają. Wykonawca mówi, że odbiór był, więc sprawa zamknięta. Dlatego odbieraj etapami, nie wszystko na raz. Nie podpisuj ostatniej faktury, dopóki nie sprawdzisz każdego pomieszczenia przy dobrym świetle.
- Termin rozpoczęcia i zakończenia prac oraz kara za opóźnienie.
- Opis zakresu z podaniem konkretnych materiałów i ich producentów.
- Zasady odbioru. Kto ma prawo zgłosić usterki i w jakim terminie.
Nie wiem, czy te uwagi rozwieją wszystkie wątpliwości. Wiem, że sam wolałbym dostać taką listę, zanim pierwszy raz wyremontowałem cudze mieszkanie. Lepiej zadać pytanie, które wydaje się głupie, niż później tłumaczyć się z niedokończonej łazienki.
